joomla 1.6

SMS INFO

SMS INFO

Organizacje Sportowe

Organizacje Sportowe

FIT & GYM II Fitness Club

patomswim

 

taekwondo

 

 

 

szerszen

 

 

 

Bog-tur

 

 

 

 

 

 

Spływ kajakowy Nysą Łużycką

Wakacje sprzyjają zarówno słonecznym jak i wodnym kąpielom. A zażywać słońca można przecież aktywnie, wymachując rękami. Sekcją Rekreacyjną BOG-TUR wybraliśmy się w tym celu 6 sierpnia br. do Sieniawki. Dlaczego? Właśnie stamtąd, opodal granicznego mostu, najlepiej rozpocząć nyską przygodę!

Nysa Łużycka, lewobrzeżny dopływ Odry, bierze początek w czeskich Górach Izerskich, 26 kilometrów na południowy-wschód od Bogatyni. Przez większą część (ok. 200 km) swego biegu jest naturalną granicą polsko-niemiecką, rozdzielającą m.in. Zgorzelec i Gubin. Przydomek nazwy zawdzięcza temu, że obok Szprewy jest osią Górnych i Dolnych Łużyc. Nysa nigdy nie miała znaczenia spławnego, ale od setek lat wykorzystywano jej bieg gospodarczo, budując bez liku jazów i młynów. Od czasu, kiedy zniesiono kontrole graniczne, rzeka otworzyła się dla wodniaków, stając się atrakcyjnym szlakiem wodnym. Po włożeniu kapoków i zajęciu miejsc w kajakach, ruszyliśmy spod wypożyczalni p. Rudka Kuczyca w kierunku morza ;-). Jeden za drugim, wszyscy za komandorem, wartkim nurtem. Po ulewie poprzedniego dnia poziom rzeki sięgnął powyżej metra. Co nam sprzyjało, bo nie było ryzyka ocierania dnem kajaka o podwodne przeszkody.

Nysa na pierwszym odcinku naszego spływu toczy swe wody w nieszerokiej, obwałowanej dolinie. Brzegi porasta bujna roślinność, a można też napotkać piękne okazy drzew liściastych. Zwłaszcza na wysokości Posady są one wyjątkowe, dlatego utworzono tu rezerwat przyrodniczy „Grądy koło Posady”. Od 2002 r. chroni 5,27 ha mieszanych lasów z przewagą grabów i dębów.

Nim jednak dotarliśmy do Posady przypłynęliśmy przez malowniczy przełom Nysy przez Wyniosłość Działoszyna. Chyba większość kajakarzy się zgodzi, że to najładniejszy fragment trasy między Żytawą a Zgorzelcem. Wysokie brzegi rzeki, wąska dolina zamknięta masywnymi wzgórzami, mijane bystrza i kamieniste dno – można się poczuć jak na górskiej rzece. Urokliwością chwilami nieustępującej legendarnymi Dunajcowi. Nie jest to odcinek długi, ale zatrzymując się w ciekawych miejscach, np. w Hirschfelde przy dawnej pralni (gdzie jest wypożyczalnia pontonów raftingowych), można wydłużyć sobie tę nietuzinkową przyjemność.

Chłonąc piękno okolicy płynęliśmy z nurtem uważając na wystające korzenie i zwalone drzewa. Od strony niemieckiej często mijali nas rowerzyści – wzdłuż brzegu wiedzie nadrzeczny szlak rowerowy z Rep. Czeskiej do Świnoujścia, długi na ok. 600 km!

Po przepłynięciu bezpiecznie około 17 km, we wyśmienitych humorach dotarliśmy do mety naszego spływu. W ostrzyckim klasztorze St. Marienthal pożegnaliśmy się z organizatorem spływu i poszliśmy na spacer po cysterskim założeniu. Opactwo założone w 1234 roku przez Kunegundę z królewskiego rodu Hohenstaufów, istnieje nieprzerwanie do dziś. Większość z nas była tu już nie raz, ale za każdym razem „Maryjny Dół” zachwyca nas swym pięknem. Budynek konwentu z wieżową budowlą środkową, kościół klasztorny, kaplica św. Krzyża i św. Michała, filar Trójcy oraz statua św. Nepomucena wywierają silne wrażenie. Akurat podczas naszego pobytu odbywał się niezwykle ciekawy pokaz tresury ptaków.

Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do Bogatyni. Czekał nas wyśmienity piknik, przygotowany przez koleżanki i kolegów. Dołączyli do nas rowerzyści, którzy także wrócili z wycieczki. Przy dobrym jedzeniu miło było dzielić się wrażeniami z wypadów.

Serdeczne podziękowania dla organizatorów spływu za miłą i fachową organizację, a naszym grillkom i grillmenom za wyśmienity piknik.

tekst: Bogusława Baranowska

fotografie: Janusz Baranowski

Więcej zdjęć w GALERII